Bayreuth

Bayreuth – przystanek w domu przyjaciół i „mieście Wagnera”

Właściwie nie była to moja pierwsza podróż do Bayreuth. Zaglądam w ten południowy region Niemiec regularnie, odkąd moja przyjaciółka zdecydowała się tam zamieszkać. I muszę przyznać, że za każdym razem, odkrywam je coraz bardziej i coraz bardziej mi się podoba. Małe, zielone, urocze miasto, które ma wszystko, czego potrzeba do życia i można je praktycznie całe zejść na piechotę.

Bayreuth miasto Wagnera, precli i nie tylko.

Oczywiście, że szczególnie Niemcom, to miasto kojarzy się z Wagnerem, wybudowanym przez niego, pięknym Teatrem Operowym i festiwalem wagnerowskim. To prawda, ale jest to też pięknie położone miasteczko uniwersyteckie. Co do jego kulinarnej strony, to oczywiście pełno jest bartwurst’owego street food’u i innych tradycyjnych przysmaków, w tym precli. Które można kupić oczywiście również w formie gotowych, mrożonek. Wystarczy wstawić na 20 minut do piekarnika i są! Słone, kruche ciasto, posypane grubą solą. Właściwie nie ma „wytycznych” kiedy i jak je jeść. Można jeść o każdej porze dnia. Pasują zarówno na śniadanie jak i do wieczornego piwa ze znajomymi. A jeśli już o piwie mowa. Bayreuth ma też swoje lokalne piwo Bayreuther, które mi smakuje, choć nie jestem fanem czy koneserem piwa.

Pyszne biesiady, spacery i…pierwszy zimowy targ w Niemczech.

To prawda, ku mojemu zdziwieniu, trafiłam akurat na weekend otwarcia zimowego targu. Który z pewnością, wkrótce przerodzi się w targ świąteczny. Wiecie, grzane wino, zapach korzennych przypraw, orzechy w karmelu i drewniane domki. Byłam na kilku takich świątecznych targach i te niemieckie podobają mi się najbardziej. Szczególnie te w małych miasteczkach. Na jednym z takich targów odkryłam kiedyś białe, grzane wino. Wspaniała rzecz. Od tamtego czasu robię takie sama dla znajomych, jako ciekawostka. Uwielbiam zarówno ulice w centrum tego miasteczka do spacerowania. Bo każda jest inna, są bardziej zabytkowe, bardziej uporządkowane, ale też urokliwe ze starymi, pięknymi kamieniczkami i knajpkami. Cudnie jest się tu zgubić. A z drugiej strony nie da się, bo to małe miasto. Ale wspaniałe są też zielone przedmieścia. Łąki i wzgórza przy Operze Wagnera czy park w Sankt Johannis. Jest uroczo, spokojnie, a z drugiej strony cały czas coś się dzieje. Oczywiście, absolutnie najbardziej bezcenny jest dla mnie czas spędzony z przyjaciółmi. Wspólne gotowanie u mojej przyjaciółki w kuchni, wino, rozmowy do rana, wspólne wyjścia, muzyka na żywo.

Hiszpańska tortilla, przygotowana w Niemczech przez Polaków. Prawdziwy Europe Power.

Tak, tak. Jednego dnia nie mieliśmy kompletnie pomysłu na lunch. Po zrewidowaniu lodówki i półek, okazało się, że nawet specjalnie nie trzeba iść do sklepu (no, chyba, że po wino;)) I tak z prostych składników, które są w każdym polskim, niemieckim czy hiszpańskim domu, powstała TORTILLA ESPANOLA! Którą robiłam po raz drugi w życiu. Wyszła trochę duża, wysoka i ciężka, bo była z ponad pół kilograma ziemniaków i 8 jaj. Kiedy ją przekładałyśmy z jednej strony na drugą, podkreślam MY, to na 3 pary rąk! 🙂 Ale udało się 😉 Jak na 4 osoby, to dość spore porcje. Ale nie szkodzi, mieliśmy super przekąskę na inny dzień. I tak powstała hiszpańska tortilla w Niemczech, przygotowana przez polskie ręce. To się nazywa, prawdziwe zjednoczenie Europy! 😉

Bayreuth, jeszcze tu wrócę!

Oczywiście! Bo mój dom i serce jest zawsze po części tam, gdzie moi najbliżsi! Po za tym, myślę, że choć nie jest to wielkie miasto, to ma jeszcze wiele więcej do zaoferowania niż do tej pory widziałam. Wam też gorąco polecam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *